W dawnych czasach kiedy nie było jeszcze Internetu i szeroko rozwiniętych multimediów głównym źródłem wiedzy były gazety. Publikowane w nich informacje były oparte w głównej mierze na przekazach ustnych i bezpośrednich relacjach danych osób. Nie było sposobów na dokładne zweryfikowanie poprawności tych wiadomości. Trochę jak głuchy telefon, przekazywane informacje od osoby do osoby ulegały zniekształceniu. Tak również było z artykułami w gazetach. Wystarczyło, że dziennikarz z pozamiejscowej gazety przepytał niewłaściwych świadków zdarzenia i na bazie ich relacji powstawały nieprawdziwe historie. Podobne błędy popełniała też policja przepytując świadków jakiegoś zdarzenia. O jednym z takich przypadków można np. przeczytać w Kurierze Informacyjnym i Telegraficznym z 1922 roku (nr 142).
„Tajemnicze samobójstwo pod
Wiskitkami
W tej tajemniczej sprawie
,,Kurjer" dostał bardzo interesujące informacje: W poniedziałek (18
września 1922) przed południem na szosie pomiędzy osadą Wiskitki a Żyrardowem,
w odległości około 2 kilometrów od Wiskitek, znaleziono zwłoki mężczyzny,
blondyna dość wysokiego wzrostu, w wieku lat około 40, z przestrzeloną głową.
Koło zwłok leżał rewolwer. Bliższe oględziny wykazały że prawdopodobnie
mężczyzna ów sam sobie odebrał życie, wystrzeliwszy sobie z rewolweru pod
brodę, tak, że kula wyszła wierzchem czaszki. Policja z posterunku w Wiskitkach
stwierdziła, że były to zwłoki urzędnika Urzędu Skarbowego z Grodziska,
Bujakowskiego. Przyczyny prawdopodobnego samobójstwa są otoczone tajemnicą.
Bliżej znający Bujakowskiego wskazują na jego romantyczny stosunek z mężatką p.
Wójcicką, mąż której przed paru laty wyjechał na kresy wschodnie, gdzie
urzęduje w policji. P. Wójcicka, gdy poznała Bujakowskiego, pracowała również w
urzędzie skarbowym w Grodzisku i żyła wówczas jeszcze z mężem. Po poznaniu
przez nią Bujakowskiego, między małżeństwem rozpoczęły się niesnaski, w wyniku
których p. Wójcicki rozstał się z żoną, wyjeżdżając na kresy, a jedyne dziecko,
jakie miał z żoną, pozostawił na wychowaniu u znajomych w Żyrardowie. P.
Wójcicka zaś zupełnie jawnie zamieszkała z Bujakowskim; było to przed dwoma
laty, a wynikiem tego stosunku z Bujakowskim było dziecko. Bujakowski i
Wójcicka żyli względnie szczęśliwie, lecz często brakowało im pieniędzy, gdyż
p. Wójcicka musiała przestać pracować, a wydatki morganatycznej pary rosły. Z
drugiej zaś strony Bujakowski był znany, jako zbytni zwolennik i konsument
alkoholu. Bujakowski, który poprzednio nazywał się Bujak i zmienił nazwisko,
przybył do Grodziska przed kilku laty z Małopolski zachodniej, skąd pochodził.
Ojciec jego w Bilczy, pow. brzeskiego, jest dość zamożnym gospodarzem.
Bujakowski był sekretarzem naczelnika urzędu skarbowego w Grodzisku”.
Kilka dni później do redakcji
gazety zadzwoniła policja z Żyrardowa aby zdementować te informacje. Jak się
okazało, Pan Bujakowski wcale nie popełnił samobójstwa i nadal żyje. Policja w
Wiskitkach, która jako pierwsza badała sprawę, błędnie zidentyfikowała zwłoki
zmarłego. W wyniku dalszego śledztwa policja przyjęła, że denat mógł pochodzić
z Krakowa, gdyż odnaleziono przy nim kartę z prośbą o zawiadomieniu o śmierci
jedną z osób z Krakowa.
Redakcja gazety tydzień później
napisała sprostowanie do pierwszego artykułu życząc wszelkiej pomyślności i 100
lat panu Bujakowskiemu, który zapewne był „nieco zmieszany” mogąc przeczytać
różne ciekawe rzeczy na swój temat.
Inny ciekawy przykład
sprzeczności w gazetach można znaleźć w roku 1932. W gazecie Dzień Dobry:
dziennik ilustrowany w nr 58 krótko opisano morderstwo niejakiego Edwarda Haeberle
(pisany też Heberle) z Wiskitek. Według artykułu mieszkał on w cegielni w
Wiskitkach. Był także emerytowanym nauczycielem. Ten 55-letni obywatel miał
25-letniego syna, również Edwarda, który był niepełnosprawny umysłowo. Musiał
się nim opiekować, gdyż nie udało się go umieścić w żadnym szpitalu dla
obłąkanych. W nocy 26 lutego ów syn miał się zakraść do izby, gdzie spał
ojciec. Tam miał zabić swojego ojca przy użyciu siekiery. Po zatrzymaniu
osadzono go w szpitalu Jana Bożego w Warszawie celem dalszych obserwacji.
Nieco inny przebieg wydarzeń
podaje gazeta Kurier Warszawski: wydanie wieczorne nr 70. Opisano w niej, że w
chwili zabójstwa Edward Haeberle był obecny w swoim biurze i rozmawiał z jakimś
klientem. Syn miał się nagle pojawić w biurze i strzelić do ojca z rewolweru.
Ranny ojciec po przeniesieniu do jego mieszkania miał umrzeć w skutek tego postrzału.
Niby ta sama zbrodnia, ale
zupełnie inne okoliczności, jak i sposób zabójstwa. Niestety nie udało się
odnaleźć innych materiałów, które pomogłyby ustalić właściwy przebieg wydarzeń.
Tutaj przynajmniej żadna z gazet nie próbowała ożywiać zmarłego.
źródła:
https://crispa.uw.edu.pl/object/files/610743/display/JPEG?pageNumber=3
https://crispa.uw.edu.pl/object/files/610749/display/JPEG?pageNumber=1
https://crispa.uw.edu.pl/object/files/601120/display/JPEG?pageNumber=7
https://crispa.uw.edu.pl/object/files/213890/display/PDF?pageNumber=5
https://metryki.genbaza.pl/genbaza,detail,454873,151 - akt zgonu Edwarda H.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz